Ciekawostki, Kultura, Rozrywka

Filmowe hity. Największe przeboje w historii kina

Filmy czasem sprzedają się dobrze, kiedy indziej gorzej. Zdarzają się jednak takie, które po prostu rozbijają bank. Co ciekawe, nie zawsze wiąże się to z ich dobrą jakością. Nikt nie wie tak do końca, w czym tkwi tajemnica sukcesu wielu produkcji, możemy tu więc tylko domniemywać. Spójrzmy więc na czołówkę najbardziej kasowych filmów w historii.

Największe przeboje w historii kina

Sukces tego filmu Marvel przygotowywał konsekwentnie przez wiele lat. Najpierw solowe filmowe występy takich bohaterów jak Iron Man, Thor czy Kapitan Ameryka, dzięki którym widz mógł bliżej poznać i polubić te postacie, a potem wielkie widowisko, w którym mogli połączyć swoje siły w obronie świata.

Spektakularne, wybuchowe sceny akcji oraz dobrze oddane relacje w drużynie, zaprawione dowcipnymi dialogami — to wszystko z pewnością pomogło filmowi w osiągnięciu tego ogromnego sukcesu. Strategia budowania uniwersum filmowego poprzez pojedyncze historie postaci okazała się strzałem w dziesiątkę. Widzowie przychodzili do kin nie tylko po efekty specjalne, ale przede wszystkim po bohaterów, których już znali i którym kibicowali. Dynamika między członkami drużyny, ich odmienne charaktery i sposoby działania stworzyły chemię, która przyciągnęła miliony fanów na całym świecie.

Jurassic World i siła nostalgii

Naprawdę? Ten film znalazł się tak wysoko w rankingu? Niedorzeczna fabuła, mnóstwo nielogiczności, brak nawet jednej zapadającej w pamięć sceny, a do tego efekty bijące sztucznością — to wszystko musiało najwyraźniej ująć serca widzów. Właściwie można podejrzewać, że główną rolę odegrała tu nostalgia do starego „Parku Jurajskiego”.

Producenci doskonale wiedzieli, że odwołanie się do wspomnień z lat dziewięćdziesiątych może okazać się kluczem do sukcesu. Wystarczyło powrócić na wyspę pełną dinozaurów, przypomnieć widzom motyw przewodni Johna Williamsa i postawić na rozpoznawalność marki. Film nie musiał być mistrzostwem scenopisarskim ani reżyserskim — wystarczyło, że przypominał widzom ich dzieciństwo lub młodość. W kinach pojawiła się zupełnie nowa generacja, która nie miała okazji zobaczyć oryginalnego „Parku Jurajskiego” na dużym ekranie, a jednocześnie starsi widzowie chętnie wrócili do świata, który kiedyś ich zachwycił.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Bądźmy szczerzy, sam film nie ma wiele do zaoferowania. Powtarza po prostu najlepsze motywy z poprzednich części gwiezdnej sagi, niebezpiecznie zbliżając się do bycia słabszą kopią „Nowej nadziei”. Choć produkcja ta znajdzie swoich obrońców, a nawet całkiem spore grono wielbicieli, trudno oprzeć się wrażeniu, że był to po prostu wyrachowany skok na kasę.

Ale jeśli tak, powiódł się on w stu procentach. Podobnie jak w przypadku „Jurassic World”, wystarczyło odpowiednio zagrać na nostalgii. Powrót Hana Solo, Lei i Luke’a Skywalkera był magnesem dla fanów oryginalnej trylogii. Nowi bohaterowie — Rey, Finn i Poe — mieli za zadanie przekazać pałeczkę kolejnemu pokoleniu, ale ostatecznie to znajome twarze i motywy przyciągnęły największą liczbę widzów. Film pokazał, że wystarczy umiejętnie wykorzystać dziedzictwo serii, by osiągnąć komercyjny triumf, nawet jeśli artystyczne ryzyko zostało zredukowane do minimum.

Titanic Jamesa Camerona

Deszcz Oscarów i wszelkich innych nagród oraz ogromna popularność, nie słabnąca mimo upływu dwóch dekad. Trudno się dziwić tej sławie. Wielbiciele uczuciowych historii dostają tu opowieść o wielkiej miłości, a dla tych, którzy wolą napięcie i akcję, jest wspaniale odtworzona katastrofa statku.

W latach dziewięćdziesiątych konkurencja była spora, ale „Titanic” Jamesa Camerona pozostaje do dziś jednym z najbardziej pamiętnych filmów tego okresu. Połączenie epickich rozmiarów produkcji z intymną historią dwojga młodych ludzi stworzyło wyjątkową mieszankę, która trafiła do serc widzów na całym świecie. Film oferował zarówno romantyzm na najwyższym poziomie, jak i realistyczne sceny tonięcia Titanica, które do dziś robią wrażenie. Cameron zadbał o każdy detal — od kostiumów po efekty specjalne — co sprawiło, że widz czuł się jakby naprawdę był na pokładzie skazanego na zagładę statku. Muzyka autorstwa Jamesa Hornera i niezapomniana ballada „My Heart Will Go On” w wykonaniu Celine Dion dopełniły dzieła, czyniąc „Titanica” fenomenem kulturowym epoki.

Avatar – rewolucja technologiczna

Po tym jak „Titanic” został najbardziej kasowym filmem wszech czasów, przez dłużej niż dekadę żadnej produkcji nie udawało się strącić go z piedestału. Okazało się, że tym, kto w końcu tego dokonał, był nie kto inny jak sam twórca „Titanica”. Najwyraźniej tylko on sam może bić ustanowione przez siebie rekordy.

Dlaczego akurat „Avatar” przejął berło? Na pewno znaczenie miały tu wprowadzane przez niego nowe technologie, o których było wtedy głośno. Doświadczenie trójwymiaru na całkiem nowym poziomie pozwoliło widzom zagłębić się w barwny świat porośniętej dżunglą Pandory w sposób, jakiego dotychczas nie doświadczyli. Cameron nie poprzestał na prostym wykorzystaniu efektu 3D — stworzył całkowicie nowy język wizualny, w którym głębia obrazu i immersja były równie ważne jak sama narracja.

Sama opowieść, bądźmy szczerzy, jest wtórna i schematyczna, niemniej postęp technologiczny, jaki kinu przyniósł film Camerona, mógł zaważyć na tym, że produkcja ta wydawała się czymś, czego w kinie jeszcze nie było. Widzowie masowo ruszyli do kin wyposażonych w technologię 3D, by zobaczyć coś naprawdę nowego. „Avatar” stał się wydarzeniem społecznym — pójście na ten film było niemal obowiązkiem dla każdego, kto chciał być na bieżąco z najnowszymi osiągnięciami kinematografii. Stworzony przez Camerona świat Na’vi, ich kultura, język i mitologia, nadały produkcji dodatkowy wymiar, który wykraczał poza zwykłe blockbustery.

Czy jakiś film strąci kiedyś „Avatara” z pierwszego miejsca na podium? Trudno wyrokować. Może zrobi to znowu Cameron? Zwłaszcza, że już od wielu lat pracuje nad kontynuacjami „Avatara”. Pierwsze sequele pojawiły się na ekranach kin, pokazując, że reżyser wciąż ma ambicje, by rozwijać swoją wizję. Pytanie brzmi, czy kolejne części będą w stanie powtórzyć fenomen oryginału, czy może rynek kinowy zmienił się na tyle, że rekord „Avatara” pozostanie nienaruszony przez następne dekady.

Przeminęło z wiatrem – rekord sprzedaży biletów

I jeszcze małe zaskoczenie na koniec. Okazuje się, że jeśli przy porównywaniu przychodów z poszczególnych filmów nie brać pod uwagę inflacji, to do dzisiaj najbardziej kasowym filmem pozostaje „Przeminęło z wiatrem”. Zgadza się. Od momentu premiery w 1939 roku nie pojawił się film, na który sprzedano by więcej biletów.

Nie ma się zresztą co dziwić. Do dzisiaj „Przeminęło z wiatrem” ogląda się bardzo dobrze. W zasadzie mamy tu wszystko, co przyczyniło się również do sukcesu „Titanica”, czyli miłość na tle dramatycznych historycznych wydarzeń. Ale „Przeminęło z wiatrem” nie jest w żadnej mierze jakimś romansidłem. To dużo głębsza opowieść, panorama odchodzącego w niepamięć świata i losy wielu bohaterów, którzy, aby przetrwać, usiłują przystosować się do dynamicznych zmian zachodzących w otaczającej ich rzeczywistości.

Film Victora Fleminga to epicka saga o Południu Stanów Zjednoczonych w czasach wojny secesyjnej, pełna barwnych postaci, konfliktów i emocji. Scarlett O’Hara i Rhett Butler stali się ikonami kina, a ich burzliwa relacja do dziś porusza widzów. Produkcja ta miała wszystko — wielkie plany bitewne, scenografię na niespotykaną wcześniej skalę, znakomite aktorstwo i muzykę, która na stałe wpisała się w historię kina. „Przeminęło z wiatrem” pokazuje, że prawdziwie wielkie kino potrafi przetrwać próbę czasu, a sukces kasowy nie musi oznaczać rezygnacji z głębi i złożoności opowieści.

26 lutego 2018

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.