Ideał mężczyzny podobno zmienia się przez lata. To byłoby zrozumiałe, w końcu przez wieki ludzkie oczekiwania poddają się modyfikacji. Tak więc i wizerunek faceta, naturalną koleją rzeczy, przechodzić musiał transformacje. Ale czy rzeczywiście? Wielu uważa, że obecnie panuje kryzys męskości. Ja nie generalizowałbym w ten sposób. Tak, są pewne symptomy, które przemawiają za tak niepokojącą wizją, wydaje mi się jednak, że dzisiejsi mężczyźni są gatunkiem dość zróżnicowanym i reprezentują różne postawy. Mówi się, że wszystko już kiedyś było, tak więc i w temacie męskości trudno byłoby po tych wszystkich tysiącleciach nagle wynaleźć coś nowego.
1. Prostolinijni jaskiniowcy
2. Zniewieściali romantycy
3. Prawdziwi rycerze
4. Jaki ma w końcu być facet?
Prostolinijni jaskiniowcy
Mieliśmy kiedyś erę, gdy prawdziwy facet musiał być szorstkim, prymitywnym barbarzyńcą, tłukącym bezrefleksyjnie innych po czerepach. Intelektualne rozkminy nie były dla niego – napędzał go bojowy duch i chłopina czuł się niespełniony, jeśli trafił mu się dzień, w którym nie splądrował z kolegami jakiejś wioski i nie powypruwał flaków każdemu, kto się nawinął.
Ten typ mężczyzny, o dziwo, ma się dziś całkiem dobrze. Cywilizacja trochę ograniczyła mu możliwość do ekscesów, ale i tak widuje się jego przedstawicieli niemal na każdym kroku. Może trudniej ich wypatrzyć, bo nie dzierżą w dłoniach toporów, a zwierzęce skóry wielu z nich zamieniło na dresy. Często wręcz niczym nie wyróżniają się z tłumu i dopóki z takim nie pogadasz (to takie określenie na wyrost, bo z jego strony usłyszysz praktycznie tylko bluzgi), nie dowiesz się, że trafiłeś właśnie na współczesnego barbarzyńcę.
Współczesny prostolinijny brutalny facet wyznaje bardzo prostą zasadę – siła rozwiązuje problemy szybciej niż rozmowa. Nie interesują go niuanse, kompromisy ani tym bardziej refleksja nad własnymi błędami. W jego ujęciu świat dzieli się na silniejszych i słabszych, a jedyną prawdziwą walutą jest dominacja fizyczna. Ewolucja społeczna wymusiła na nim jedynie zmianę kostiumu – zamiast zbroi pojawił się sportowy dres, zamiast miecza pięść, którą podkreśla swoje racje.
Zniewieściali romantycy
Epoka romantyzmu przyniosła wzorzec krańcowo odmienny – introwertycznego wrażliwca, nie dającego sobie rady z ogromem swych przeżyć i uczuć. Blady, zamyślony. Krzepy w nim tyle, że chwieje się przy każdym podmuchu wiatru.
I tych także się ostatnio sporo rozpleniło. To ten dzisiejszy nowoczesny model ma być głównym argumentem świadczącym o kryzysie męskości. Model mężczyzny wrażliwego, nie wstydzącego się uczuć, a przy okazji używającego więcej kosmetyków niż jego dziewczyna. I noszącego spodnie rurki. Obowiązkowo.
Wielu się z takich wyśmiewa i dziwuje jednocześnie, że „do czego to już doszło w dzisiejszych czasach?”. A przecież to żadna nowość. Mało to mieliśmy w ubiegłych wiekach, przynajmniej wśród wyższych sfer społecznych, pudrujących się gogusiów w rajtuzach? Nihil novi!
Romantyczny wrażliwiec potrafi nazwać swoje emocje, nie boi się rozmowy o uczuciach i poświęca czas na dbanie o odpowiednią pielęgnację wyglądu. Problem polega na tym, że ta wrażliwość często przechodzi w przewrażliwienie – brak mu wewnętrznej stabilności emocjonalnej, która pozwoliłaby innym na nim polegać. Zamiast pewnego siebie partnera, otrzymujemy kogoś, kto potrzebuje stałego potwierdzania własnej wartości i zapewniania, że wszystko będzie dobrze. W praktyce to kobiety stają się oparciem dla takich mężczyzn, a nie odwrotnie.
Prawdziwi rycerze
Ale zaraz, gdzieś tam pomiędzy erą przypakowanych osiłków, rozłupujących sobie czachy, a czasem wrażliwych, zniewieściałych romantyków, strzelających sobie w łeb z powodu nieodwzajemnionych uczuć, była jeszcze przecież epoka rycerska, w której prawdziwy mężczyzna musiał być waleczny, honorowy, szlachetny i szarmancki wobec niewiast. Gdzie podział się ten wzorzec? Czemu widuję na ulicach barbarzyńców i romantyków, a rycerze gdzieś się stracili?
Czyż ten wzór mężczyzny nie łączył w sobie tego co najlepsze? Czy nie był złotym środkiem między agresywnym troglodytą a płaczliwym chłystkiem? Miał przecież odwagę i śmiałość tego pierwszego, połączoną z uczuciowością drugiego – tyle że bez popadania w przesadę każdej z tych stron. A dodatkowo wzbogacał to właśnie o tę swoją szlachetność, honorowość, potrzebę niesienia pomocy słabszym i szacunek dla dam.
Rycerski kodeks postępowania opierał się na zrównoważeniu przeciwstawnych cech – odwaga bez agresji, siła bez brutalności, uczuciowość bez egzaltacji. Rycerz potrafił walczyć, ale robił to z honorem i tylko wtedy, gdy było to naprawdę potrzebne. Szanował kobiety, ale nie stawiał ich na piedestale, który odbierałby im podmiotowość. Był pewny siebie, lecz nie pyszny. Dbał o rozwój fizyczny i umysłowy jednocześnie – trenował ciało, ale i czytał książki, znał poezję, muzykę.
Ten wzorzec zakładał także odpowiedzialność za słabszych – nie w formie paternalistycznej dominacji, lecz jako świadome przyjęcie roli obrońcy tych, którzy w danej chwili potrzebują pomocy. Rycerz nie wykorzystywał swojej przewagi, wręcz przeciwnie – traktował ją jako zobowiązanie do działania na rzecz dobra wspólnego.
Jaki ma w końcu być facet
Nietrudno chyba wywnioskować z tego tekstu, że właśnie rycerski wzorzec wydaje mi się najwłaściwszy. Jest chyba po prostu najzdrowszy, zarówno dla samych mężczyzn, jak i dla ich otoczenia. I rzeczywiście, przeglądając internetowe fora, można odnieść wrażenie, że posiada on najwięcej tych cech pożądanych u mężczyzny z prawdziwego zdarzenia. Rozmarzone forumowiczki raz po raz rozpisują się właśnie o honorowości i szacunku dla kobiet.
Jakie jeszcze przymioty powinien posiadać ideał męskości? Pewność siebie, której jednak musi towarzyszyć skromność. Musisz czuć swoją wartość, ale nie o to chodzi, byś na każdym kroku demonstrował wszystkim, jaki to jesteś wspaniały. Ta pewność przejawia się też w konsekwencji tego, co robisz. Możesz czasem zmienić zdanie, ale nie za często – trzeba wiedzieć, czego się chce i do tego dążyć. Prawdziwy mężczyzna nie może sobie pozwolić na niezdecydowanie. Musi być dla innych oparciem, zapewniać opiekę, a jako taki powinien być niezachwiany.
Ma być też odpowiedzialny. Nie uciekać przed problemami, lecz mierzyć się z nimi, właśnie jak prawdziwy rycerz, i ponosić mężnie konsekwencje swoich błędów. Ta cecha przejawia się w małych, codziennych wyborach – dotrzymywaniu słowa, wywiązywaniu się z zobowiązań, przyznawaniu się do pomyłek bez szukania wymówek.
Prawdziwy mężczyzna powinien także umieć panować nad emocjami bez ich tłumienia. Nie chodzi o to, by nie czuć strachu, złości czy smutku – chodzi o to, by te uczucia nie przejmowały kontroli nad postępowaniem. To różnica między kimś, kto czuje złość i potrafi ją przepracować konstruktywnie, a kimś, kto daje się jej ponieść i niszczy relacje wokół siebie.
Ważna jest również umiejętność ochrony bliskich – nie w stylu jaskiniowca wygrażającego pięścią każdemu wokół, lecz w formie stabilności emocjonalnej i finansowej, którą oferuje rodzinie. To także gotowość do stanięcia w obronie słabszych, nawet jeśli nie wynika z tego żadna korzyść osobista.
Odnoszę wrażenie, że być może tak naprawdę ten ideał prawdziwego mężczyzny nie zmienił się przez wieki aż tak bardzo. Zmieniali się sami mężczyźni, jednak okazuje się, iż wciąż mniej więcej taki sam zestaw cech jest tym najbardziej pożądanym. Co może świadczyć, że jakkolwiek w przyszłości obraz mężczyzn będzie się przedstawiał, to sama idea prawdziwego mężczyzny, pozostająca niestety najczęściej w formie pobożnych życzeń, nie przeminie i nie zatraci swej wartości. Żebyśmy jeszcze tylko, panowie, chcieli i mieli siły, by do tego ideału dążyć!

Według mnie prawdziwy mężczyzna powinien być pewny siebie ale nie arogancki, zaradny i odnosić się z szacunkiem do innych. Ale każdy ma swój gust, może niektórym kobietom podobają się tacy niezaradni…
Myślę, że ten „ideał” musi łączyć w sobie najlepsze cechy każdego z wymienionych typów. Wtedy będzie i męski, i romantyczny, i opiekuńczy, i odważny itd. 😉