Jak ładnie wyjść na zdjęciu- kilka praktycznych porad
Ciekawostki, Moda, Uroda

Jak ładnie wyjść na zdjęciu- kilka praktycznych porad

Ustawiamy się we wdzięcznej pozie, uśmiechamy naszym najpiękniejszym uśmiechem, nieruchomiejemy. Pstryk! Błysk flesza! A potem z niecierpliwością czekamy, by móc wreszcie zobaczyć zdjęcie! Ale… gdy już na nie spojrzymy, nasz entuzjazm znika bez śladu. Bo oto znowu nam wyszły czerwone oczy! A z tym dziwnym grymasem na twarzy (który miał być oczywiście tym naszym najpiękniejszym uśmiechem) wyglądamy jak śmiejący się koń. Kto wie, może takie przypadki doprowadziły nas już do tego, że usuwamy się w cień, gdy tylko widzimy, że ktoś wyciąga aparat? „Nie rób mi zdjęcia, ja jestem niefotogeniczny/-a!”. Znacie to?

Czym jest fotogeniczność?

A co to w ogóle znaczy „być fotogenicznym„? Niby wiemy – dobrze wychodzić na zdjęciach. Ale czy to oznacza, że wystarczy po prostu dobrze wyglądać? Czy źle wychodzimy na fotkach, bo tacy z nas brzydale? Nie, fotogeniczność nie pokrywa się wprost z urodą. Możemy w lustrze i w oczach innych ludzi wyglądać jak młody bóg czy Miss Universe, a na zdjęciach wychodzić tak, że mamy ochotę je podrzeć i spalić, a popiół zakopać dziesięć metrów pod ziemią.

Fotogeniczność to naturalna, niemal instynktowna świadomość tego, jak się ustawić przed obiektywem, by wyjść korzystnie. Niektórym przychodzi to bez żadnego wysiłku. Nie zastanawiają się nad tym – po prostu to czują. Wiedzą intuicyjnie, pod jakim kątem obrócić głowę, jak złożyć ręce, kiedy wstrzymać oddech na moment przed migawką. To dlatego ci sami ludzie na każdym zdjęciu prezentują się rewelacyjnie, podczas gdy my wciąż mamy wrażenie, że coś poszło nie tak.

A czy da się tego nauczyć? Cóż, może nie nabędziemy tej przychodzącej naturalnie lekkości, istnieją jednak sprawdzone wskazówki, które mogą bardzo ułatwić nam życie w tym względzie i sprawić, że widząc się na zdjęciach, nie będziemy już uciekali z krzykiem. Wystarczy zapamiętać kilka zasad technicznych i zrozumieć, dlaczego działają – reszta przyjdzie z praktyką.

Pozycja ciała

To chyba dość oczywiste. Nasze ustawienie przed obiektywem to przynajmniej połowa sukcesu. Więc nie garbmy się, ludzie! Postawa! Plecy proste, ramiona odchylone do tyłu! Pochylona sylwetka sprawia, że na fotografii wyglądamy niżej, szerzej, mniej pewnie. Prosta postawa natomiast optycznie wydłuża tułów, wyszczupla i dodaje energii.

Modelki ustawiają się zwykle w pozycji, w której jedna stopa jest bardziej wysunięta do przodu, podobnie jedno ramię. Dzięki temu sylwetka nabiera trójwymiarowości – zamiast płaskiej, frontowej płaszczyzny powstaje lekki skręt, który nadaje ciału dynamikę. Jeśli jakieś dziewczę ma ambicję, może tego spróbować. Co nie znaczy, że od razu będzie wyglądać jak Cindy Crawford, ale jakaś poprawa jest bardzo możliwa. Również mężczyźni mogą wykorzystać ten patent – asymetryczna postawa sprawia, że postać na zdjęciu nie wygląda na sztywną.

Warto też pamiętać, by nie stać dokładnie frontem do aparatu. Lekkie obrócenie ciała o 30–45 stopni automatycznie wyszczupla biodra i ramiona. Ręce trzymane swobodnie wzdłuż ciała lub delikatnie oparte na biodrze, nigdy jednak nie przyciśnięte – bo wszystko, co przyciśniemy do ciała, będzie wyglądać szersze.

żaby robią zdjęcie

Głowa i twarz

Zaleca się, by nie patrzeć prosto przed siebie, lecz odwrócić nieco głowę w którąś stronę (półprofil) – twarz wydaje się wtedy szczuplejsza i bardziej fotogeniczna. Pełny profil bywa ryzykowny, chyba że mamy klasyczne, wyraziste rysy. Większość z nas najlepiej wychodzi właśnie w trzy-czwarte profilu – spojrzenie skierowane lekko w bok, policzek delikatnie zarysowany, linia szczęki widoczna, ale nie dominująca.

Przy podwójnym podbródku, jeśli nie chcemy, by był widoczny na zdjęciu, wyciągamy do góry głowę, a język przykładamy do podniebienia. To metoda osobiście stosowana przez modelki, więc wiecie, atest jakości i te sprawy. Dodatkowy trik: ustawcie się nieco wyżej niż fotograf albo poproście, by zdjęcie zostało zrobione z góry – aparat ustawiony powyżej linii oczu optycznie ujmuje kilogramów i maskuje problematyczną partię pod brodą.

Najlepiej zresztą samemu poeksperymentować. Porobić sobie kilkanaście zdjęć z różnym ustawieniem głowy i osobiście sprawdzić w ten sposób, pod jakim kątem nasza twarz prezentuje się najkorzystniej. Każdy z nas ma „lepszą i gorszą stronę” – u niektórych różnica jest subtelna, u innych znacząca. Poznanie własnej twarzy w obiektywie to żmudna, ale opłacalna praca.

Cera

Nawet jeśli nie wydaje nam się, by miał to być duży problem, pamiętajmy, że na zdjęciu niedoskonałości mogą być bardziej widoczne niż w rzeczywistości. Aparat wychwytuje rzeczy, których oko ludzkie w normalnym kontakcie nie zauważa – drobne zaczerwienienia, cienie pod oczami, nierówny koloryt, poszerzone pory. Dlatego w ramach możliwości spróbujmy zamaskować blizny i wypryski. By ukryć zaczerwienienia skóry czy chociażby nasze czoło świecące się jak latarnia, pomocne są kosmetyki matujące.

Profesjonalni fotografowie portretowi często stosują także technikę rozpraszającego światła – softboxy, parasolki, reflektor odbitym od sufitu. Takie oświetlenie „wygładza” skórę i sprawia, że niedoskonałości są mniej widoczne. Jeśli robimy zdjęcia w domu, unikajmy jaskrawego, bezpośredniego światła z góry – ono podkreśla każdą zmarszczkę i nierówność. Lepiej ustawić się przy oknie, bokiem do źródła światła, by twarz była równomiernie doświetlona, ale nie prześwietlona.

Choć wiadomo, że na takie gruntowne przygotowania, z makijażem i w ogóle, to mogą sobie pozwolić głównie ci, dla których fotogeniczność jest istotą zawodu – modelki, prezenterzy, pogodynki… Na pewno my, zwykli obywatele, nie będziemy paćkać się jakimś podkładem za każdym razem, jak wychodzimy z domu, bo, ojej, na imieninach u wujka Staszka albo na grillu u kuzynki Hildy ktoś może nam strzelić zdjątko. Trudno od nas wymagać, byśmy byli zawsze na to gotowi, skoro nie znamy dnia ani godziny. Ale jeśli wiemy z wyprzedzeniem, że czeka nas sesja – warto poświęcić kilka minut na delikatne wyrównanie odcienia skóry.

Oczy

Macie dość tych przeklętych czerwonych oczu, przez które na zdjęciach wyglądacie jak wampiry? Spróbujcie następnym razem przed zrobieniem zdjęcia popatrzeć przez chwilę w jakieś źródło światła. Źrenice się zwężą, a mniejsze źrenice to również mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia efektu czerwonych oczu. Zjawisko to zachodzi, gdy flesz odbija się od siatkówki i wychwytuje jej unaczynienie – dlatego właśnie widzimy na zdjęciu intensywnie czerwony kolor.

Tylko wiecie, znajdźcie jakieś bezpieczne źródło światła do tego wpatrywania się. Nie muszę nikomu przypominać, że gapiąc się na słońce, zrobicie sobie krzywdę? Wystarczy zwykła lampa pokojowa, światło z ekranu telefonu, nawet jasna ściana w pomieszczeniu. Chodzi o to, by przez kilka sekund przed ekspozycją oczy miały styczność z jasnością – to automatycznie wywołuje reakcję obronną i zwężenie źrenic.

Inny sposób to użycie funkcji redukcji efektu czerwonych oczu w aparacie – większość smartfonów ma ją wbudowaną. Działa na tej samej zasadzie: przed właściwą migawką aparat wystrzeliwuje krótką serię błysków, które zmuszają źrenice do skurczu. Warto też, jeśli to możliwe, poprosić fotografa o ustawienie lampy błyskowej pod innym kątem niż bezpośrednio z pozycji obiektywu – im większy kąt padania światła, tym mniejsze ryzyko odbicia od siatkówki.

oko z czerwoną tęczówką

Ubiór

To też odpowiada za wrażenie, jakie sprawiamy na fotografii. Warto więc zawczasu wypróbować rozmaite warianty, by przekonać się, w czym nam najbardziej do twarzy. Kolory mają ogromne znaczenie – odcienie zbliżone do tonu naszej skóry mogą sprawić, że będziemy wyglądać blado i nijako, podczas gdy kontrastujące barwy dodadzą wyrazistości. Unikajmy też ubrań z drobnymi, geometrycznymi wzorami – na zdjęciu mogą tworzyć nieprzyjemny efekt „mrugania” (zjawisko moiré).

Czerń wyszczupla, to fakt, ale w pełnym oświetleniu może pochłonąć detale sylwetki i sprawić, że na fotografii będziemy wyglądać jak płaska, czarna plama. Biel z kolei potrafi prześwietlić twarz, szczególnie przy błysku flesza. Złoty środek to stonowane, średnie odcienie – szarość, granat, ciemna zieleń, bordo. Jeśli chcemy dodać sobie charakteru, warto postawić na jeden mocny akcent kolorystyczny – szal, czapkę, biżuterię – który przyciągnie uwagę, ale nie zdominuje kadru.

Warto też pamiętać, że dopasowane ubrania prezentują się na zdjęciach lepiej niż workowate. Zbyt luźne rzeczy dodają kilogramów i maskują proporcje ciała. Z drugiej strony odzież obcisła może podkreślać niedoskonałości – zależy więc od naszej sylwetki i poziomu akceptacji własnego ciała. Czasem warto przymierzyć kilka strojów i zrobić próbne zdjęcia – efekt może nas zaskoczyć.

Gdzie i kiedy robić zdjęcia?

Bardzo ważne jest miejsce i czas. Twarz wygląda korzystniej przy delikatniejszym świetle. Oczywiście najczęściej nie mamy wpływu na to, gdzie i kiedy komuś przyjdzie do głowy zrobić nam zdjęcie. Jeśli jednak mamy wybór, decydujmy się na sesję na świeżym powietrzu. Najlepiej rano lub niedużo przed zachodem słońca – profesjonaliści nazywają te pory dnia „złotą godziną”. Światło słoneczne jest wtedy miękkie, ciepłe, pada pod niskim kątem i świetnie modeluje rysy twarzy.

Unikajmy zdjęć w pełnym słońcu w południe – wtedy światło pada pionowo, tworzy ostre cienie pod oczami, nosem i brodą, a twarz wygląda płasko i niewyraźnie. Jeśli już musimy zrobić zdjęcie w takich warunkach, lepiej znaleźć lekkie zacienienie – pod drzewem, w cieniu budynku, pod parasolem. Nawet częściowe rozproszenie promieni słonecznych daje znacznie lepszy efekt.

W pomieszczeniach starajmy się wykorzystać naturalne światło z okna. Najlepiej ustawić się bokiem do źródła, z twarzą skierowaną lekko w stronę okna – powstanie wtedy delikatny modelunek świateł i cieni, który doda twarzy głębi. Sztuczne światło (żarówki, halogenówki) bywa trudne – może dawać żółtawy lub niebieski odcień, który zniekształca naturalny kolor skóry. Jeśli musimy korzystać z lamp, najlepiej wybrać te o „ciepłej bieli” i rozproszonym świetle.

Bądź naturalny

Wszystkie te wskazówki nie są nic warte, jeśli zabraknie nam tego, co najważniejsze – swobody. Nie silmy się na sztuczne, wyuczone pozy i grymasy. Nie musimy za każdym razem, gdy ktoś kieruje na nas obiektyw, szczerzyć się jak Schwarzenegger w najnowszym „Terminatorze”, tylko dlatego, że nauczono nas, iż do zdjęcia koniecznie trzeba się uśmiechnąć. Rezultat może być taki, że na wszystkich fotografiach będziemy wyglądać tak samo. Tak samo sztucznie, warto dodać. Chcemy tego?! Pewnie, że nie chcemy.

Więc rozluźnijmy się i nie pozujmy na siłę. Gwarantuję, że efekt będzie lepszy. Spokojnie oddychajmy, poczekajmy chwilę, póki fotograf ustawia kadr. Nie zakładajmy maski – zamiast tego pozwólmy sobie na spontaniczną reakcję. Czasem najlepsze zdjęcia powstają między „oficjalnymi” ujęciami, kiedy myślimy, że nikt już nie patrzy. Uśmiech, który nie jest wymuszony, widać natychmiast. Spojrzenie, które nie jest wyreżyserowane, ma w sobie autentyczność. I już wkrótce zamiast wyszczerzonego cyborga zaczniemy na zdjęciach widzieć siebie. A o to chyba w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

10 maja 2016

3 komentarze do “Jak ładnie wyjść na zdjęciu- kilka praktycznych porad”

  1. Fajne porady, ale niestety nie zawsze udaje się dzięki nim osiągnąć zadowalające efekty. Na szczęście ludzie wymyślili Photoshopa

  2. Ja chyba jednak wolę jak zdjęcia są spontaniczne, a nie pozowane. No i takie, które przedstawiają jakąś sytuację, a nie po prostu stojącą osobę. Takie zdjęcia najlepiej przywołują wspomnienia i są fajną pamiątką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.